poniedziałek, 20 lipca 2015

Rozdział 52




- To jest Sarah - powiedział Ross, kiedy do stolika podeszła dziewczyna. Miała krótko obcięte blond włosy, ciemną karnację i była ubrana w dość krótką - chyba zbyt krótką jasnoniebieską sukienkę, która doskonale podkreślała jej długie i zgrabne nogi. Nic dziwnego, że szczęka opadła wszystkim chłopakom w naszym gronie.
- Cześć - odezwała się w końcu.
- Kim jesteś urocza dziewojo? - zapytał Rocky. Vanessa groźnie na niego spojrzała, marszcząc brwi.
- Jeśli spróbujesz się do niej przystawiać i jeszcze jeśli raz tak powiesz źle się to dla ciebie skończy. Rozumiemy się? - powiedziana szeptem Vanessa do swojego chłopaka. I tak słyszałam, zresztą cala reszta zapewne tez. Jest konkretna.
- To moja koleżanka. Poznaliśmy się niedawno na planie - dodał Ross
- Jesteś aktorka? - zapytałam tak nagle
- Nie. Stażystką. - Jaka rozmowna dziewczyna. Czułam, że się we mnie gotuje. Czy to zazdrość?

Rozmowa trwała i trwała, a ja miałam wrażenie że ta ich przerwa nigdy się nie skończy. Wreszcie Riker wstał z miejsca.
- Ruszcie się. Przerwa się skończyła. Czekają na nas. - Alleluja!
Wszyscy wstali i chwilę później znajdowali się już na scenie, przygotowując się do dalszego występu. Oblała mnie fala ulgi. Od razu czułam, że nie przepadam za tą dziewczyną. Ale robiłam dobrą minę do złej gry. Wzięłam głęboki oddech i poszłam z dziewczynami na parkiet, chociaż udając że wszystko jest w porządku.
- I jak wam się podoba ta Sarah? - przekrzykiwała głośną muzykę Ally
- Zdecydowanie jest zbyt ładna - odparła Vanessa, wybuchając śmiechem
- Dobra skończmy o niej gadać. Po prostu udawajmy, żre nas nie obchodzi i dobrze się bawmy - dodałam po chwili. Miałam dość tego tematu.
- Dobrze się bawić? A co my niby robimy? - zaśmiała się brunetka. - To ty wyglądałaś przy stole jakbyś chciała komuś nieźle dowalić!
- Coo? Wydaje ci się, złotko - prychnęłam.
- Złotko? Tego jeszcze nie było.
- Scarlett, wszyscy widzą to że jesteś zazdrosna.
- Dobra, wiecie co? Nie da się z wami tańczyć. - machnęłam ręką na znak obrazy i poszłam w inną stronę.


Szłam wzdłuż brzegu. Musiałam trochę ochłonąć. I to dosłownie, bo od tych procentów zaczynało mi się kręcić w głowie i zrobiło mi się strasznie gorąco po tych tańcach. Usiadłam na ciepłym piasku. Na plaży, oprócz imprezowiczów, było widać już tylko pary, uroczo spacerujące. Nie dobrze mi się robiło od tego widoku.
- Oh mam dośc! - powiedziałam sama do siebie, po czym wstałam i lekko zachwiałam się.
- Az tak źle? - odezwał się jakiś głos za mną. Błagam żeby to był Ross. Błagam! Odwróciłam się na jednej nodze. Nie, to nie on.
- W sumie to nie jest aż tak źle. - Przede mną stał brunet, może trochę wyższy ode mnie, był dobrze zbudowany i jednym słowem mówiąc: przystojny. - Może być już tylko lepiej - uśmiechnęłam się zalotnie, knując w mojej główce chytry plan.
- Jestem Harry.
- Miło mi, Harry. - podałam mu dłoń. - Jestem Scarlett.
- I pewnie jesteś samotną dziewczyną, która nie ma co robić z życiem i przychodzi na plaże z myślą, że jakaś magiczna siła rozwiąże jej problemy. Mam racje?
- Aż tak to wyglądało?
- No i masz wypite.
- Z tym się zgodzę. Co do reszty, to nie do końca.
- To co cię tu sprowadza?
- Właściwie zostałam wyciągnięta tutaj przez moich przyjaciół.
- Ale jesteś sama.
- Wyszłam sobie na spacer. R5 ma tutaj koncert. - spojrzałam kilka metrów dalej - Który się już skończył.
- Jesteś dziewczyną Ross Lynch'a, tak?
- Tak. To znaczy nie. Nie wiem. Ja... To skomplikowane.. Chwila, skąd to wiesz?
- Nie żyje na pustkowiu - uśmiechnął się
- No tak. Nie, my nie jesteśmy razem już.
- Rozumiem. - I zapadła ta niezręczna cisza. - Widzę, że nie jesteś za bardzo w humorze, to może ja sobie już pójdę...
- Nie! To znaczy... Chodź ze mną na drinka. - Nic lepszego nie wymyśliłam, a on miał racje. Nie byłam w humorze. Nie mogę psuć sobie chwil swojego życia przez głupi wypadek Rossa.
- Jesteś pewna? Wyglądasz na niezdecydowaną?
- Tak, na pewno. Idziemy?
- Pewnie.

Udaliśmy się do baru. A po pół godzinie rozmawialiśmy ze sobą jakbyśmy się znali z parę dobrych lat.
- Scarlett, co ty tu robisz? - Nagle pojawił się Ross, nie wiadomo skąd. Dobrze, że chociaż nie było z nim tej dziewczyny.
- Rozmawiam z Harrym?
- Jest już późno, a my się zbieramy, więc chodź.
- No już już. - zaczęłam sączyć mojego drinka, żeby opróżnić całą szklankę.
- Scar!
- No idę już, poczekaj. - Dobra teraz albo nigdy. Niech poczuje co to zazdrość. - Dobra, to pa Harry. - mocno przytuliłam chłopaka i cmoknęłam go w policzek. Sama nie wiem czemu posunęłam się aż tak daleko ale to chyba wina tych drinków. - Idziemy Ross?
- Jasne. - Panowie wymienili się jeszcze wrogimi spojrzeniami, a potem zostawiliśmy Harrego samego w barze.

- Kto to był? - zapytał blondyn
- Harry.
- Skąd go znasz?
- Poznałam go dzisiaj.
- Kim jest?
- Kurde, musisz o wszystko pytać? Kim jesteś? Moją mama?  - Chyba trochę zbyt ostro go traktuję.
- Martwię się - zatrzymał się
- Że co kurwa! Martwisz? Myślałam, że masz na mnie kompletnie wyjebane!
- Czemu przeklinasz? Ty nie przeklinasz.
- A skąd ty to możesz wiedzieć, co Ross? - spojrzałam w jego zakłopotane oczy.
- Bo jeszcze nie słyszałem, żebyś przeklinała. Miałem wrażenie, że jesteś taką grzeczną dziewczynką.
- To źle ci się wydawało. Powiem ci coś. Idź sobie do tej twojej blond dziuni i zostaw mnie w spokoju. Byliśmy blisko, nawet bardzo, ale dużo się zmieniło. A to wszystko twoja wina, wiec daj mi w spokoju poukładać sobie moje życie na nowo! - wybuchłam płaczem.
- Nie płacz - wziął mnie w ramiona. Nie wiem, czemu go nie odrzuciłam. Chciałam to zrobić ale nie mogłam. Było mi tam tak dobrze. - Nie płacz skarbie. - Otarł łzy z moich policzków i skierował moją głowę tak, żeby nasze spojrzenia się spotkały.
- Co ty robisz?
- Ciii... - zaczął się przybliżać. Nie wiem czy tego chciałam. To się działo tak szybko... Zbyt szybko. Chciałam tego. Pragnęłam tego jak nic innego! I wtedy zobaczyłam ją. Tą dziewczynę z którą przyszedł. I przypomniało mi się co mówił mi dzisiaj. I to jak patrzył na Sarę.
- Zostaw mnie! - odepchnęłam go z wielkim bólem w sercu.
- Dlaczego? Myślałem, że tego chcesz...
- I co z tego że ja tego chcę? Ty myślisz, że jak mnie pocałujesz to będzie okay? Nie, Ross! Nie jestem zabawką, wiesz. Powiedziałeś mi dzisiaj, że możemy zostać przyjaciółmi. Nie obwiniam cie o to, że mnie nie pamiętasz, ale nie rób ze mnie idiotki! Znam cię za dobrze. Pamiętam jaki byłeś jak się poznaliśmy. Dlatego daruj sobie to wszystko i wracaj do Sary. - Łzy płynęły po policzkach strumieniami. Nie mogłam się powstrzymać.
- Scarlett... - złapał mnie za rękę
- Nie! - Puściłam go i pobiegłam w stronę sceny, gdzie juz od dawna wszyscy na nas czekali.
_________________________________________________________________________________

Drogi Pamiętniku! 
Leżę teraz w pokoju i zastanawiam się nad tym wszystkim co się stało. Jak to w ogóle możliwe? Chciałam się chociaż dzisiaj dobrze bawić. I tak po części było... Cudownie bawiłam się z Harrym. Był naprawdę przystojny i podobało mi się jego poczucie humoru. Mimo, że trochę go wykorzystałam, żeby wzbudzić zazdrość w Ross'ie. 
Czemu on chciał to zrobić? Czemu się tak dziwnie zachowuje? Tak bardzo chciałam go pocałować, poczuć się znowu tak jak wcześniej. Poczuć się kochaną. Poczuć, że jestem najważniejszą osobą w jego życiu... Może nie powinnam mu przerywać? Nie wiem, czy dobrze zrobiłam. I znowu jestem w kropce. Może to jakiś znak, że powinnam zacząć wszystko od nowa. Całe moje życie. Powinnam stawić temu czoło. Nie mogę chodzić cały czas smutna! Od jutra biorę się za siebie! 

__________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________



~Olivia~



piątek, 19 czerwca 2015

Rozdział 51

  Obudziły mnie krzyki. Przetarłam oczy i szybko zbiegłam na dół.
- Co tu się dzieje?! - wparowałam do kuchni.
- Myślałam, że będziesz miała już wszystko przygotowane. Oni będą za niespełna pół godziny! - krzyknęła z pretensjami mama
- No dobra, uspokój się wreszcie. Zachowujesz się jak dzikie zwierzę. Kto cię tak wkurzył?
- Nie interesuj się za dużo, skarbie.
  Przewróciłam oczami i ominęłam bez słowa, wychodząc z kuchni.

- Hola! A ty gdzie? Jesteś mi potrzebna! - chwyciła mnie za rękę i pociągnęła z powrotem.
- Oj mamo, w czym znowu?
- W przygotowaniu kolacji. No rusz się. - spojrzałam na nią z wyrzutem i zabrałam się za przygotowanie stołu a następnie pomogłam jej przy jedzeniu.
- Czy to wszystko droga mamo? - uśmiechnęłam się głupio
- Tak. Już mi nie jesteś potrzebna. Możesz iść do siebie.
- Taaaa... No, bo właściwie to ja mam już plany.
- Słucham? Myślałam, że chociaż ty nam potowarzysz.
- Oj przestań mamo. Nie jestem dzieckiem.
- Dobra to idź. - uśmiechnęła się do mnie, a ja ucałowałam ją szybko i pomknęłam do swojego pokoju.
Musiałam się trochę odświeżyć. Byłam już prawie gotowa do wyjścia. Założyłam koronkową sukienkę w kolorze pudrowego różu oraz wytuszowałam lekko rzęsy. Sama nie wiem dlaczego się tak stroje. Rydel nie powiedziała co prawda, że to jakaś uroczystość, ale rzadko robi kolację dla tylu osób. Spojrzałam ostatni raz w lustro i ruszyłam w stronę domu przyjaciółki.

- Witam panią Blue! - krzyknął Rocky, otwierając mi drzwi. - Co taką ładną dziewczynę tu sprowadza?
- Cześć Rocky. Przyszłam do was na kolację. I szczerze mówiąc nie wiedziałam co Rydel miała na myśli mówiąc 'kolacja', więc założyłam sukienkę i sama nie wiem czy nie przesadziłam, czy to nie za elegancko i w ogóle. - powiedziałam to na jednym oddechu.
- Wyglądasz ślicznie i wcale nie przesadziłaś.Wejdź. - skinął ręką, zapraszając mnie do środka.

Wchodząc do domu usłyszałam chichot oraz głośny śmiech jednego z chłopaków. Kiedy weszłam do salonu momentalnie zrobiła się cisza. Stanęłam jak wryta, gdyż nie miałam pojęcia czemu wszyscy tak na mnie patrzą.
- Cześć  - zaczęłam, a oni znowu zaczęli się śmiać
- Hej mała. - Riker podszedł do mnie i mocno przytulił. Następnie przywitałam się z resztą towarzystwa.
 Po kilku minutach wszyscy znajdowaliśmy się przy stole. Pierwszy raz od dłuższego czasu było mi dziwnie. Patrzyłam na dwie pary zakochanych gołąbków i robiło mi się cieplej na sercu, Rydel i Ell chyba już się pogodzili, bo cały czas ze sobą rozmawiają. A ja i Ross? No tak, nie znamy się. To była najbardziej drażniąca myśl, która prześladowała mnie podczas posiłku.
- Ej - szepnęła mi do ucha Vanessa - Co jest Scar?
- Umm... Zamyśliłam się trochę, przepraszam. Bardzo dobry indyk Delly! - zmieniłam szybko temat
- Wiem, bo ty mi pomagałaś dzisiaj słoneczko - puściła mi oczko - Chociaż ktoś się zlitował i przyszedł mi pomóc.
- Oj przestań już... Naprawdę przestań. - zrobiłam błagalną minę. Trochę nie swojo się czułam jak tak mnie komplementowala.

Po skończonej kolacji, pomogliśmy posprzątać i każdy poszedł w swoją stronę.
- Słonko, wszystko w porządku? - zapytała z troską Rydel
- Tak - opowiedziałam krótko
- No nie jestem taka pewna. Nigdy nie widziałam ciebie takiej tutaj. Może źle się czujesz?
- Jestem trochę zmęczona i boli mnie głowa, ale to przejdzie spokojnie.
- Mhm... Idź się połóż do mojego pokoju. Zaraz przyniosę ci gorącą herbatę - dodała z wielkim uśmiechem
- Jesteś kochana. - ucałowałam ją w policzek.
- Drobiazg.
- Będziemy mogły potem pogadać? Mam dziwne wrażenie.
- O czym? Jakie?
- Ross przyglądał mi się całą kolację. Nie wiem o co chodzi, dziwnie się czułam.
- Spodobałaś się mu!
- Rydel -  On mnie nie pamięta. Co z tego, że mu się podobam czy nie podobam? To jest Ross przed spotkaniem ze mną. Wiem jaki był. Mógł mieć każdą, każda mu się podobała. Pamiętam jak było.
- Oj już przestań. Nie przejmuj się tym chociaż dzisiaj. Idź się połóż a ktoś zaraz przyniesie ci herbatę. Możesz się nawet wyspać, bo za dwie godziny jedziemy na plażę. Mamy tam mały występ. Będzie magicznie! - mówiła jednym tchem, a oczy jej całe błyszczały. Uśmiechnęłam się i poszłam na górę.
Szłam ze wzrokiem wbitym w ziemię, gdy nagle znalazłam się w ramionach Ross'a.
- Uważaj! - uśmiechnął się szeroko do mnie. Och ten jego uśmiech! - Szkoda takiej buzi.
- Nie wiem czy taka szkoda, ale dzięki za radę Ross. - odparłam zupełnie poważnie, chociaż w duchu skakałam jak małe dziecko cieszące się z ukochanej zabawki.
- Czemu nie jesteś na dole?
- Trochę źle się czuję i poszłam się położyć, ale mi przeszkodziłeś - przewróciłam oczami
- A rozumiem. - I tylko tyle? Myślałam, że ta rozmowa będzie trwała nieco dłużej. Przerwałam tą niezręczną ciszę.
- To ja już pójdę. - ominęłam go szerokim łukiem i weszłam do pokoju przyjaciółki.

Leżałam na łóżku i bezczynnie gapiłam się w akwarium, które stało na komodzie. Ktoś zapukał do drzwi.
- Proszę! - To pewnie Delly z moją herbatą
- Hej! - zza drzwi wysunęła się blond czupryna. To on... Mam mdłości.
- Przyniosłeś mi herbatę? Jak miło. - uśmiechnęłam się tym moim sztucznym uśmiechem. O co tu chodzi?
- Tak, proszę bardzo - podał mi gorący kubek do ręki. - Znalazłem twoją bransoletkę - wyjął z kieszeni małą złotą bransoletkę z serduszkiem, na którym były wygrawerowane dwa inicjały: ''S&R''. Miał rację należała do mnie. I przypomniał mi się wtedy dzień kiedy ją dostałam...

"""""""""""""""
- Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin kochanie! - krzyknął Ross, całując mnie w policzek. 
- Myślałam, że zapomniałeś - uśmiechnęłam się niewinnie do niego, a moje policzki coraz bardziej przybierały na kolorze.
- No coś ty! Nigdy bym nie zapomniał. Wiem, że chciałaś, żeby twoje osiemnaste urodziny wyglądały inaczej. Przepraszam cię za to. Nie wiedziałem, że wypadnie mi wtedy praca... - urwał. 
- To nic. Ale jesteś teraz - złożyłam mu na ustach delikatny pocałunek. 
- To nie wszystko - poprowadził mnie na łóżko i nakazał usiąść. 
- Ross, co ty kombinujesz? 
- Sprawiam, żeby twoje urodziny były lepsze od tych, które sobie wymarzyłaś - kucnął przede mną, wziął do ręki moją dłoń i mocno zacisnął w swojej. - Jesteś dla mnie najważniejsza. Cholernie mi na tobie zależy Scarlett. - ucałował moją dłoń i spojrzał mi głęboko w oczy. - Przeprszam, że ten dzień wyglądał tak, a nie inaczej. Przepraszam, że robię rzeczy za które masz ochotę mnie zabić. I przepraszam za to, że tyle razy sprawiłem ci przykrość. Chcę, żebyś zapamiętała ten dzień, bo mam nadzieję, że będzie ich więcej. Kocham cię skarbie - spojrzał na mnie tymi swoimi pięknymi oczami i mocno przytulił do siebie. Teraz siedziałam razem z nim na podłodze, w jego ramionach, w których czułam się tak bezpiecznie. Odchylił mi głowę tylko po to, żeby mieć lepszy dostęp do moich ust, które chwilę potem złączyły się razem z jego w namiętnym pocałunku.
- Ja też cię kocham - uśmiechnęłam się do niego a z mojego oka popłynęła łza. 
- Nie płacz kochanie. 
- To ze szczęścia, spokojnie. 
- Mam dla ciebie prezent. 
- Ross... Mówiłam, że nic nie chce - skrzyżowałam ręce
- Mało mnie obchodzi twoje zdanie akurat w tej kwestii - wyjął z kieszeni spodni małe, różowe pudełko. - Wszystkiego najlepszego - podał mi je do ręki. Otworzyłam, a w środku znajdowała się śliczna, złota bransoletka z serduszkiem, na którym były wygrawerowane nasze inicjały. 
- Ross... Jest piękna! Dziękuję. - ucałowałam go, a on założył mi ją. - Bardzo mi się podoba. 
- Mam jeszcze jedną niespodziankę,która czeka na ciebie w moim ogrodzie, więc idź się przebierz i ruszamy. 
- Nic z tego nie rozumiem, ale brzmi ciekawie. 
- Dowiesz się na miejscu. Rusz się. 
- Okay. A czemu mam się przebrać? Sądzisz, że źle wyglądam? 
- Skądże znowu. Pięknie wyglądasz w dresach i koszulce z plamą po... - przejechał palcem po plamie i włożył go do ust - ...Po dżemie truskawkowym, ale miałem nadzieję, że włożysz tą koronkową sukienkę. 
- Hm... Chcesz mnie w niej widzieć? 
- Oczywiście. - uśmiechnął się złowieszczo - Żeby później ją kulturalnie z ciebie zdjąć. - Zaśmiałam się głośno. 

'''''''''''''''''''''''''''''''''

- To twoja bransoletka, prawda? - pomachał mi ręką przed oczami i wyrwał z moich myśli. 
- Yyy, co? Tak, tak to moja. - ocknęłam się - Ej, chwila. Skąd wiesz, że to moja bransoletka? - No właśnie, skąd on to może wiedzieć? Na chwilę obecną kompletnie mnie nie zna. A jak dobrze pamiętam zostawiłam ją w jego pokoju. 
- Domyślałem się. Co ona mogla by robić u mnie? Moja siostra raczej nie zostawia tam swoich rzeczy... To może ja już pójdę.  Odpocznij sobie. 
- Ross, zaczekaj. Przestańmy się dziwnie czuć w swoim towarzystwie. Wiem, że jest to dla ciebie nowe, to znaczy ja. Ja jestem dla ciebie nowa. Ale chyba musisz się nauczyć z tym żyć. Wiem, ze już nic nie zrobię żeby było tak jak kiedyś ale... - wzięłam głęboki wdech - Ale nie chce się czuć dziwnie w twoim towarzystwie. - O kurde, nie odzywa się! Chyba go nieco wystraszyłam. 
- Słuchaj Scarlett, gadałem z moją siostrą o tym. Wiem, że byliśmy razem czy coś ale ja naprawde nie pamietam tego. 
- Ale ja cie nie obwiniam. Obwiniam siebie za ten wypadek. 
- Czemu? 
- Bo się wtedy na ciebie wkurzyłam i nie wiem jak to sie stało, ale jechał samochod i uratowałeś mnie porzed nim... 
- Czemu byłaś na mnie zła wtedy? 
- Bo chciałam mieć święty spokój żeby wszystko przemysleć. Chciałam pomysleć o nas. Bo sprawy się wtedy trochę pokomplikowały... Niby byliśmy razem, ale nie byliśmy. I ty chcialeś do mnie wrócić i mi mówileś ze mnie kochasz i.. - ukryłam twarz w dłoniach. Nie wiem jak to się stało, ale usiadł obok mnie i objął mnie ramieniem, przysuwając do siebie
- Nie wiem co mam ci powiedzieć, ale nie płacz proszę. 
- Nie płaczę. - spojrzałam na niego. - Po prostu ciężko mi z tym co się stało. Nie musisz mnie ani przepraszać ani mi współczuć. Nic za to nie możesz, że tak się stało. Dajmy sobie już spokój z tym tematem. 
- Tak masz rację. Może później mi opowiesz o tym, co? 
- Jasne. - uśmiechnęłam się. 
- No to co? Jestem Ross - podał mi rękę
- Scarlett. 
- Czyli co teraz możemy się poznać od nowa i zaprzyjaznić nawet - mowił z szerokim uśmiechem na twarzy. Mój natomiast był sztuczny.
- Tak... 
Do pokoju weszła Vanessa, trochę zdziwiona widokiem który zobaczyła. 
- Przeszkodzilam? - puściła mi oczko
- Nie! - odparłam i groźnie na nią spojrzałam
- No to ruszcie się! Macie koncert na plaży. Zaponniales Ross? 
- Już idę! -zerwał się i wybiegł z pokoju. Zostałyśmy same. 
- Nie patrz tak na mnie Van. Nic z tego nie będzie... On nic nie pamięta. Ale chce przyjaźni.
- Oo szczęściara z siebie - opowiedziała sarkastycznie i wybuchła śmiechem.

   Pół godziny później znajdowaliśmy się całą paczką na plaży. Trzeba było jeszcze wszystko przygotować. Zespół rozłożył na scenie swój sprzęt i rozpoczęli próbę. Natomiast ja, Vanessa i Allyson poszłyśmy przejść się po plaży. Cała impreza rozpoczynała się dokładnie za dwie godziny, ale bary były już otwarte. Wszystko wyglądało tam tak bajecznie, ponieważ akurat zachodziło słońce. Położyłam się na piasku, kładąc głowę na kolanach Ally.
- Jak się trzymasz, mała? - mówiła dziewczyna, głaszcząc mnie jednocześnie po głowie
- Nie taka mała - uśmiechnęłam się. - W porządku. Nie mam innego wyboru... A jak u ciebie? Bo przed moim wyjazdem było kiepsko.
- Miałam problem z oswojeniem się z myślą, że będę miała dziecko. Nie tak to sobie wyobrażałam. Ale nie miałabym odwagi ani usunąć ani go oddać.
- Wszyscy ci w tym pomogą. Nie jesteś sama. - przytuliłam ją i położyłam rękę na jej brzuchu.
- Dziewczyny! Znalazłam zajebisty bar! Dopiero dzisiaj jest otwarcie i dają darmowe drinki dla pierwszych klientów! - przybiegła Vanessa i powiedziała to tak szybko jak tylko potrafiła
- I założę się, że już zdążyłam wypić co najmniej dwa - krzyknęła Ally.
- Nieee?
- Wcale - prychnęłam.
- Dobra, chodźcie już.

Poszłyśmy za Vanessą. Wypiłam pół mojego drinka, bo szczerze mówiąc nie smakował mi, a drugie pół dokończyła Van. Poplotkowałyśmy trochę i ruszyłyśmy w stronę sceny.
- Gdzie byłyście? Zaraz zaczynamy! - krzyknęła Rydel, stojąc z założonymi rękami.
- Przejść się - odparłam. Specjalnie nie powiedziałam jej o tych drinkach, żeby jej nie denerwować za bardzo
- Okay - objęła mnie ramieniem i wzięła na bok - Patrz Scar.Tam mamy nasz stolik. - wskazała palcem tak dość duży stolik z kanapami i dwoma białymi parasolami. Wszystko wyglądało tak pięknie i uroczo. Wszędzie znajdowały się lampiony i pochodnie. Całkiem jak na Hawajach. - uśmiechnęłam się sama do siebie.
- Piękny - powiedziałam rozmarzona.
- Taki dla vip'ów. Sama rozumiesz - zaczęła się głośno śmiać.

Koncert R5 trwał już od godziny, a ludzi przybywało z każdą chwilą coraz więcej. Zapomniałam jak to jest patrzeć na nich kiedy są w swoim żywiole. Byli fantastyczni! Bawiłam się wśród innych razem z dziewczynami i krzyczałyśmy tak głośno jak tylko się dało. Pewnie to skutek działania tych drinków.
Wreszcie zrobili przerwę. Byłam taka zmęczona.
- Jesteście świetni! -krzyknęła głośno Vanessa, opierając się o Rocky'ego.
- A ty chyba za dużo wypiłaś - powiedział, przytrzymując chwiejącą się dziewczynę.

Usiedliśmy wszyscy na nasze 'miejsce dla vip'ów'. Kelner z baru obok przyniósł nam nasze drinki i małe przekąski. Było tak fajnie. Pierwszy raz od wypadku świetnie się bawiłam i śmiałam się jak nigdy. Nawet mój kontakt z Ross'em poprawił się. Tak było do czasu...
_________________________________________________________________________________

~Olivia~



















poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Rozdział 50



Drogi Pamiętniku! 

Dzisiaj oficjalnie stwierdzam, że nic nie wskazuje na to, żeby w moim życiu wydarzyło się coś dobrego. Czemu tak jest, że to zawsze na mnie spadają te nieszczęścia? Nie wiem. 
Myślałam, że wraz z rozpoczęciem się wakacji rozpocznę również nowe, spokojniejsze życie. Chciałam się cieszyć każdą chwilą. Nie przejmować głupimi problemami... No bo przecież życie ma się tylko jedno, prawda? Najwidoczniej tak się nie stało. 
Ten wypadek, który tak właściwie ja spowodowałam, był najgorszą rzeczą jaka mogła się wydarzyć. Chciałabym cofnąć czas i zobaczyć co by było gdybym wtedy się z nim nie pokłóciła. Może była bym teraz szczęśliwa? Może chociaż On by mnie pamiętał. 
_________________________________________________________________________________

  Otwieram oczy i trochę je przecieram. Delikatnie podnoszę się z łóżka. Sypialnia wypełniona jest ciepłymi promykami słońca, które aż prosi o to, żebym wreszcie wstała. Uśmiecham się sama do siebie, z niewiadomego powodu i spoglądam na ekran mojego telefonu - 10sierpnia | 10:25 a.m | 3 nieoderbrane połączenia| - O kurde! Zupełnie zapomniałam że umówiłam się z Rydel na 10! Ona mnie zabije! Nigdy nie potrafię się wyrobić na czas... A to ważne dla mnie spotkanie. 
Szybko wstałam z łóżka i pobiegłam pędem do łazienki. 

***
  Przez ponad miesiąc nie widziałam się z nikim z rodziny Lynch'ów. Czasami tylko rozmawiałam z Rydel przez telefon. Czemu tak nagle się osunęłam od nich? Przecież są dla mnie jak rodzina... Ale po tym co się stało, po wypadku źle się czułam w ich towarzystwie, w towarzystwie Ross'a, który na mnie patrzył cały czas, ale co z tego skoro nawet nie wiedziałam kim naprawdę dla niego jestem. Czułam się jakby wszyscy obwiniali mnie za ten wypadek, no bo tak prawdę mówiąc ja sama siebie obwiniam. Dlatego korzystając z faktu, że są wakacje wyjechałam na miesiąc do mojej kuzynki do Włoch. Chciałam zostać dłużej, bo bardzo mi się tam podobało i nie tęskniłam za domem, ale Rydel powiadomiła mnie o lepszych wynikach Ross'a - ta wiadomość postawiła mnie na nogi i szybko wróciłam do domu. 
***

Jem śniadanie, które zrobiłam na szybko - czyli tosty od wczoraj posmarowane masłem orzechowym.
- Hej córeczko - do kuchni przyszła mama, ostatnio jest dziwnie radosna. 
- Cześć mamo. Trochę się śpieszę. 
- Tak wiem, Rydel była tu rano. - zaczęła się szczerzyć. 
- Jak to była tu? Dlaczego mnie nie obudziłaś?! - powiedziałam z wyrzutem. 
- Bo spałaś. A wiem dobrze, że byłaś na pewno bardzo zmęczona. No zresztą nic dziwnego. Jak ktoś rozmawia przez telefon do godziny 3:15. 
- Skąd wiesz że o takiej godzinie skończyłam gadać? 
- Dziecko, słychać cię było w całym domu. Chyba każdy zauważył o której była już cisza. 
- A no tak. Dobra już nie ważne, muszę iść. -wstałam, sprzątnęłam po sobie i ruszyłam ku drzwiom 'zbawienia'. 
- Ej ej ej! - krzyknęła, wychylając głowę zza ściany - Masz być na godzinę w domu. 
- Słucham? Dlaczego tak szybko? 
- Ja idę do pracy, a twojego rodzeństwa nie ma, tak samo jak i twojego ojca. A ty jesteś w domu, dlatego musisz posprzątać cały dom, a przede wszystkim swój pokój. Mamy gości później. Zresztą zrobiłam ci listę wszystkiego. Miłego dnia córeczko. -głupio się uśmiechnęła i zamknęła za mną drzwi. 


   Po dziwnej rozmowie z mamą, wreszcie znalazłam się przed domem Rydel. Dzwonię dzwonkiem do drzwi i wciąż czekam. Dzwonię raz, drugi, trzeci... I tak chyba z osiem długich razy dzwoniłam - Kurwa! - krzyknęłam sama do siebie. Nagle usłyszałam, że nie jestem sama. Ktoś za moimi plecami bezczelnie się ze mnie śmiał. Nie odwróciłam się gwałtowanie, tak jak mam zwyczaj to robić, ale delikatnie obróciłam głowę za siebie, spoglądając na tajemniczą osobę.
- O cholera! - nie wytrzymałam i obróciłam się 'w całości'. - Ross? Co ty tu robisz? - Jesteś głupia Scarlett! Pytasz się chłopaka co robi przed swoim domem, jak to ty jesteś dla niego obca.
- No wiesz... - zarumienił się trochę.
- A no tak! Idiotka ze mnie. Przecież to twój dom... Nie pomyślałam. - Próbuję uśmiechnąć się szczerze, ale nie wychodzi mi to za bardzo bo pierwszy raz przy nim czuję się skrępowana. Nie wiem czy to dlatego, że nie widziałam go przez dłuższy czas, czy dlatego że palnęłam głupotę przy kimś kto mnie nie zna... O matko jak to dziwnie brzmi.
- Spokojnie. - uśmiecha się szerokim uśmiechem i 'obczaja' od góry do dołu, cały czas się uśmiechając.
 Dopiero potem zorientowałam się że mam na sobie dość krótką i obcisłą jak na mój wielki tyłek sukienkę. Rumienię się na samą myśl.
- Czemu tak mi się przyglądasz? - przerwałam tą głuchą ciszę.
- Bo cię kojarzę.
 Teraz moje serce zaczęło walić jak szalone! Czyżby ten ciutek nadziei sprawił że uśmiecham się sama do siebie? Tak, zdecydowanie. Rydel miała rację!
- Oo, naprawdę? Skąd? - pytam, jakbym nie wiedziała.
- Byłaś w szpitalu i kilka razy u mnie w domu. - No i nadzieja zgasła, tak jak radość na mojej twarzy - Jesteś koleżanką Rydel?
- Przyjaciółką.
- Serio? Nie przypominam sobie, że moja siostra miała taką bliską przyjaciółkę.
- No widzisz, a jednak. Wiesz co, to ja może pójdę jej poszukać. - Unikam jego spojrzenia, bo nie chcę żeby widział moje rozczarowanie. Chociaż chyba zauważył.
- Ej? Wszystko okej? - pyta, kładąc rękę na moim ramieniu.
- Taaa - spoglądam na niego ukradkiem i wycofuję się. Szybko wyciągam telefon z torebki i dzwonię do Rydel.

~Rozmowa telefoniczna~

- Cześć, Rydel. 
- Dziewczyno! Próbuję się do ciebie dodzwonić  od rana! Co ty do cholery robisz?! 
- Jejuś, Rydel tak cię przepraszam, ale zaspałam, potem mama mnie zatrzymała i jeszcze nie mogłam się do was dodzwo... 
-Dobra dobra! Żartuję sobie! Gdzie jesteś? 
-Noo... Byłam przed twoim domem ale poszłam sobie stamtąd... 
- Co? Nic nie rozumiem. Ja zaraz będę w domu, bo byłam na zakupach. Wejdź do domu, ktoś tam na pewno jest. Buziaczki. 


  Mam tam iść jeszcze raz? Oo nie! Nie chcę się znowu na niego natknąć. Albo chcę? Mózg wiruje mi od tych wszystkich pytań... Już wiem! Poczekam przed domem.


  Nie czekam długo, bo 10 minut później zjawia się blondynka. Parkuje samochód na swoje miejsce i wysiada z samochodu, mocno ściskając mnie.
- Delly! Duszę się! - krzyczałam.
- Przepraszam skarbie, ale tak bardzo się za tobą stęskniłam.
- Wiem, ja za tobą też! - przytuliłam się do niej
- To mów co u ciebie. Albo wiesz co? Wejdźmy najpierw do środka. - Weszłyśmy do domu. Dziewczyna odłożyła torby z zakupami do kuchni i poszła na górę się przebrać, a ja w tym czasie usiadłam sobie wygodnie na kanapie w salonie. Usłyszałam kroki.
- Cześć Scarlett! - to był męski głos. Moje serce zaczęło bić mocniej. Odwróciłam się i zobaczyłam Ell'a.
- Heeej.
- Co ty taka przygnębiona siedzisz? - spojrzał na mnie ze współczuciem i zajął obok mnie miejsce. - Wszystko okej? Długo się nie widzieliśmy.
- Tak, wszystko jest w porządku. No wiesz Ell, ja musiałam trochę odpocząć... - Spojrzałam na niego, próbując się uśmiechnąć, ale raczej go to nie przekonało. Może nie mam aż takiego znakomitego kontaktu z nim, ale on zawsze wie kiedy coś mi jest i potrafi mi pomóc.
- Wiem o co chodzi. Musiało to być dla ciebie straszne.
- Straszne? Jakbyś się czuł jakby dziewczyna, którą kochasz naprawdę kochasz, która jest dla ciebie wszystkim nagle i tak właściwie przez ciebie zapomniała kim dla niej jesteś? Burzy ci się cały świat... - Łzy same zaczęły spływać po moich policzkach. Chłopak przetarł jedną z nich a następnie podał mi chusteczkę.
- Ej ? Wiem, że nie jest łatwo. Ale nie możesz się obwiniać, bez względu na to jak było. Lekarze mówią, że z czasem to ustąpi, bo inaczej wymagało by operacji czy czegoś tam. Nie martw się mała. - uśmiechnął się
- Dziękuję Ell, potrafisz zrozumieć i pocieszyć kobietę.
- A sam jej nie mam... - spojrzał akurat na Rydel wchodzącą do pokoju. - To ja może już pójdę. - Wstał i wyszedł z domu.
- Czemu tak nagle wyszedł jak przyszłaś? - zapytałam.
- Umm... Długa historia. Trochę się posprzeczaliśmy ostatnio. Ale to nic. Mów co u ciebie.
- U mnie? Nic nowego, opowiadałam ci wszystko wczoraj przez telefon, a myślę, że to co mówiłam Ellingtonowi przed chwilą słyszałaś? Mów o co się pokłóciliście.
- Dobrze, ale pomóż mi zrobić najpierw kolację.
- Jest wcześnie.
- Tak wiem, ale kolacje przyjeżdżają rodzice oraz dziewczyny moich braci i muszę coś przygotować. Ty również jesteś zaproszona.
- Dzięki, ale nie chce jeść kolacji w towarzystwie pewnej osoby...
- Przestań! Zachowujesz się jak Ell! Do jasnej cholery nie unikniecie tego! Nie pozwolę, żeby ta tragedia zabrała mi ciebie. Widzę cię tutaj o godzinie 20:00, rozumiemy się? -Spojrzała na mnie stanowczo.
- Tak. - zaśmiałam się. - Mów o co chodzi z tym Ell'em.
- Po prostu ja się w nim zakochałam, ale to głupie bo jesteśmy prawie jak rodzeństwo. Zresztą on cały czas gada o jakieś dziewczynie i ostatnio mu trochę wygarnęłam, nawet nie pamiętam już co, ale chyba się obraził. Zresztą jak widać...
- Zakochałaś się w nim?
- Nie tak głośno bo ktoś usłyszy!
- Nie mówię głośno.
- No zresztą nie ważne. Zabierzmy się za to jedzenie. - uśmiechnęła się lekko i zaczęła kroić warzywa.

  Kiedy skończyłyśmy przygotowywać kolację, udałam się prosto do domu, ponieważ kompletnie zapomniałam o poleceniu mamy. Posprzątałam calutki dom i miałam trochę czasu dla siebie przed kolacją. Położyłam się na łóżko i momentalnie zasnęłam.
_________________________________________________________________________________



Witajcie Kochani! :) 
No więc trochę się przedłużyło dodawanie tego oto rozdziału, dlatego że miałam go już dawno napisane, ale zapomniałam wstawić. Trochę krótki, wiem wiem. To taki jakby przedsmak całej reszty. Niedługo powinien pojawić się następny. 
Mam nadzieję, że chociaż te moje wypociny Wam się spodobają. 

Dobrze, spadam się uczyć z polskiego :(( Trzymajcie jutro za mnie kciuki :) 

~Olivia~

















czwartek, 16 kwietnia 2015

Wracam

Witajcie Kochani! :) 

  Po komentarzach pod ostatnim rozdziałem zauważyłam, że wielu z Was myśli, że zapomniałam o tym blogu. Nic z tych rzeczy. Cały czas obserwowałam co się tam dzieje. No tak, ale co z tego skoro nie było mnie 'widać' ? Będę z Wami szczera. Jeszcze niedawno sama zastanawiałam się nad usunięciem tego bloga, no bo po co ma on w ogóle istnieć skoro nic nowego się na nim nie pojawia. Ale zrobiło mi się z drugiej strony przykro kiedy tak myślałam, bo kiedyś ten blog był całym moim życiem i poznałam tu wspaniałe osoby :) I dzisiaj coś we mnie pękło i doszłam do wniosku, że powinnam chociaż skończyć to co zaczęłam. 
Także biorę się ostro do roboty i piszę ten rozdział. 
Sama nie wiem dokładnie kiedy się pojawi, ale myślę że w weekend powinnam go dodać. I mam nadzieje, że moi kochani obserwatorzy i czytelnicy nadal tu są pomimo, że ja ich tak bezczelnie zlałam :( 
Dobra Kochani, nie będę się bardziej pogrążać. To tyle chciałam powiedzieć. To życzę Wam miłej nocy i miłego jutrzejszego dnia (w końcu piątek ! *.* ). 

PS. Słuchajcie, mam do Was jeszcze prośbę. Jeśli przeczytacie to dajcie jakiś znak w postaci komentarza obojętnie jakiego. Dziękuję. 



~Olivia~

niedziela, 23 listopada 2014

Rozdział 49

Witamy w Kansas (cz.2)


Następnego dnia, obudziły mnie hałasy dobiegające zza drzwi. Otworzyłam powoli oczy i zauważyłam, że znajduje się w szpitalu. Gwałtownie zerwałam się z łóżka. Poczułam silny ból głowy.
- Co ty wprawiasz?! - krzyknęła Rydel, wchodząc do pokoju
- Chciałam wstać. - spojrzałam na jej napuchnięte oczy. - Rydel, co się stało. Co ja tu robię?
- Nie wiem co się dokładnie wczoraj stało, czekaliśmy aż któreś z was się obudzi.
- Jak to nas?
- No Ross..W tym momencie dotarło do mnie wszystko. Przed oczami miałam wczorajszy wypadek. Rozpłakałam się, wtulając się w przyjaciółkę.
- Co się dzieje? czemu płaczesz?
- Delly... Ja pamiętam. Pamiętam wszystko.
- Mów co się stało. - mówiła spokojnym głosem.
- Wczoraj wyszłam, żeby się przejść. Chciałam wszystko przemyśleć. Ten cały bałagan w moim życiu. Na moje nieszczęście, albo i szczęście, szedł za mną Ross. Wymieniliśmy kilka zdań, po czym ostro wygarnęłam mu co myśle...
- Dlaczego?
- Nie podobało mi się to, że zawsze za mną chodzi, nie ma nawet chwili swobody. No, ale on się tylko o mnie martwił i ... - Głos mi zadrżał.
- No spokojnie, mów co dalej. - Uśmiechnęła się.
- No dobra, gadaliśmy i gadaliśmy i nie wiem jak to się stało, ale pamiętam tylko, że głośno krzyknęłam, bo zobaczyłam przed sobą światła samochodu. A on rzucił się na mnie tak, że wylądowałam na ziemi, tracąć przy tym przytomność. I znalazłam się tutaj.
- Scarlett... Ross jest w śpiączce. Przeszedł w nocy operację. Nie wiem co mu dokładnie jest, ale nie jest za dobrze. Nie miałam ci tego mówić, ale musiałam. Spokojnie, on z tego wyjdzie, na pewno.
Nic już nie odpowiedziałam. Wzięłam do ręki poduszkę, mocno ją ściskając. Zaczęłam głośno płakać, przez cały czas obwiniając się o to wszystko.
Bo tak prawdę mówiąc to przeze mnie. Przeze mnie może umrzeć. Nie mogłam dalej żyć z tą myślą.
___________________________________________________________________________
Kilka dni później wypisano mnie ze szpitala. Moi rodzice oczywiście o całym zdarzeniu dowiedzieli się jako pierwsi i zrobili o to wielką aferę. Zabierając tym Nessę do domu. Ja również miałam jechać, ale skoro Ross leży nadal w tym szpitalu to nie zamierzam wracać do domu. Zostałam razem z rodziną Lynch'ów u ich cioci.
Chłopak leżał w śpiączce. Lekarze nie potrafili określić kiedy sie obudzi.
Z każdym dniem coraz bardziej straciłam wszelkie nadzieje. Obawiałam się najgorszego. Ale dlaczego tak się tym przejmowałam? Przecież miałam go dość, mimo, że nadal coś do niego czułam, ale miałam po uszy tego udawania z jego strony! Chyba, że to nie było udawanie.. Może tym chciał udowodnić jak bardzo mnie kocha? Na samą myśl chciało mi się płakać.
***
- Scar, Scar... Scarlett! - krzyknęła Rydel. - Obudź się!
- Co się stało?! - obudziłam się przerażona, jakby obudzona z jakiegoś koszmaru.
- Ross się obudził. - uśmiechnęła się.
- No co ty?! - pisnęłam. - To na co my czekamy?
Obie udałyśmy się na salę, w której leżał chłopak.
Przeczekałyśmy aż lekarz opuści salę. Wreszcie wyszedł, spojrzał na rodziców chłopaka i powiedział:
- Mam dobre i złe wieści. Które pierwsze? - dodał z głupawym uśmieszkiem, na widok który zrobiło mi się nie dobrze.
- To obojętne. Chcemy w końcu wiedzieć co z naszym synem. - oburzyła się Stormie.
- No dobrze już. Dobre to takie, że państwa syn wybudził się ze śpiączki, a jego stan jest stabilny. Nie ma dużych urazów, tylko złamana ręka. A te złe to takie, że ... Zresztą, sami zobaczcie i określcie. - Otworzył drzwi i kazał wejść do chłopaka.
- Cześć Rossy! - krzyknęła Stormie.
- Hey mamo. - uśmiechnął się i zerknął w moim kierunku.
Podeszłam do niego, uśmiechając się. Dziwne było to, że odwzajemnij uśmiech, ale nic nie powiedział. Było coś niepokojącego w jego spojrzeniu. Dopiero kiedy przytuliłam się do niego i zaczęłam mówić, zrozumiałam o co chodzi.
- Co ty robisz?! - Oburzył się.
- Ross, przecież to jest Scarlett. - Powiedziała Rydel
- Kto? Nie znam nikogo takiego! - wybuchł gniewem i zaczął się awanturować!
Nie wiedziałam o co chodzi, chociaż domyślałam się, ale nie mogłam tego znieść, więc nie powstrzymując już łez, wybiegłam z sali.
Po moim wyjściu lekarz oraz reszta rodziny udali się do gabinetu.
- Moi drodzy, jak pewnie już wiecie tą złą wiadomością było to, iż Ross stracił pamięć. Oczywiście nie do końca, jak widać pamięta was wszystkich bo zna was od urodzenia, ale najwidoczniej tej dziewczyny, kim kolwiek ona jest, nie pamięta. Wypiszę go już dzisiaj, bo nie ma sensu go tutaj trzymać.
- No, ale chwila! - zdenerwował się Mark.  - Co mamy zrobić z tym, że nas syn nie pamięta części swojego życia? Tak ma juz zostać?
- Proszę pana, może być tak, że ta pamięć sama wróci, a w najgorszym razie w ogole nie wróci. - głupio się usmiechnął.
- Co z pana jest za lekarz, skoro pan tego nie wie?!
- Proszę pana, mam większe problemy na głowie niż jakaś amnezja. Dużo razy nam się to zdarzało i co? Ludzie nadal żyją, to nie jest śmiertelna choroba...
- Wie pan co? Wiele ludzi w tym kraju również traci pracę. Wie pan czemu? Bo mają głęboko w dupie to co robią, tak jak pan. Więc niech pan lepiej szuka sobie dobrego adwokata, bo nie zostawię tak tego. Do widzenia, miłego dnia. - Wstał i wyszedł, a reszta rodziny za nim.
___________________________________________________________________________
Natomiast ja siedziałam z ciocią w domu i czekam na ich powrót. Dziwnie poczułam się jednak jak weszli. Nie wiedziałam co mam zrobić, jak się zachować. Ale nic takiego nie musiałam robić. Chłopaki zabrali Ross'a do pokoju, a ja poszłam do swojego razem z Rydel, która opowiedziała mi wszystko pokolei.
___________________________________________________________________________

~Olivia~

wtorek, 23 września 2014

Rozdział 48

Witamy w Kansas cz.1


Drogi Pamiętniku! 
  Po długim długim długim czasie zmagania się z problemami szkolnymi i tymi prywatnymi  nareszcie nastały wakacje! Można się tylko cieszyć! Postanowiłam chociaż w wakacje nie przejmować się problemami. Mam nadzieję, że to mi się uda. 
W Los Angeles ciężko jest dostrzec początek lata, bo praktycznie zawsze jest tu gorąco! Ale na sam początek wakacji państwo Lynch wpadli na pomysł, żeby wysłać nas wszystkich na wieś! Dlaczego? Odpowiedź jest bardzo prosta. Może i jesteśmy już dużymi dziećmi, ale oni nadal twierdzą, że chcą mieć chociaż na chwilę spokój od nas. Także cały zespół, ja i moje rodzeństwo oraz Ally i Van jedziemy na dwa tygodnie do Kansas! 
A jeśli chodzi o mój 'związek' too właściwie sama nie wiem czy on istnieje. trochę czasu minęło... Oboje stwierdziliśmy, że przyda nam się po prostu przerwa... Zresztą Ross cały czas jest zapracowany, więc i tak byśmy się nie widywali. 
A skoro już mowa o problemach to na jedno szczęście i po długich namowach Allyson zgodziła się urodzić dziecko. Nie będzie łatwo, ale wszyscy obiecaliśmy jej, że będziemy się nią opiekować. 

_________________________________________________________________________________

3 lipca

- Delly mogłabyś łaskawie zwolnić łazienkę?! - denerwował się Rocky
- Drogi bracie - mówiła blondynka, wychylając głowę zza drzwi łazienki - Jakbyś nie zauważył, w domu są trzy łazienki. Jedna jest rodziców. Także zostają dwie. Wiem, że dla ciebie, osoby niekumatej, takie pojęcia są dość trudnym tematem, dlatego drugi raz ci to bardzo dokładnie i powolutku wytłumaczę. Otóż... 
- Ale w tej drugiej od pół godziny siedzi Ross! - wtrącił nagle 
- A chyba, że tak... To już twój problem! - uśmiechnęła się i zamknęła tuż przed nosem brata drzwi 
- Zapamiętam to sobie! - krzyknął i kopnął nogą o drzwi, wolno przesuwając się po nich w dół - Baby w domu. Najgorszy koszmar każdego chłopaka! - powiedział pod nosem
- Słyszałam! - krzyknęła - I powiem to wszystko twojej dziewczynie Rocky! 
- Pięknie! - odparł sarkastycznie 

***

Tymczasem u mnie w domu trwały już od dłuższego czasu przygotowania do wyjazdu. Mama strasznie bała się puścić Nessę na dwa tygodnie pod moją opiekę. 
- Mamo - powiedziałam wchodząc do kuchni - Co ty znowu robisz? 
- Jak to co? - odparła z oburzeniem - Przygotowuje jedzenie. Muszę jeszcze spakować jakieś leki i opatrunki... 
- Coo?! Uspokój się! Jedziemy na wieś! Na  w -i -e -ś!  Tam jest bezpieczniej niż tutaj w mieście! Nie wiem czemu tak panikujesz... Nessa jeździ tam co roku. Tylko teraz jedzie do kogoś innego. Mamo. Ona nie będzie sama. Jest przecież Rydel, Ally i Vanessa. Przestań się tak przejmować! 
- No masz rację...Ale puszczam moją małą córeczkę na tak długo z tymi... - spojrzała na mnie, a następnie na kosz na śmieci - Z tymi chłopcami. 
- Czemu spojrzałaś na śmietnik? 
- Bo widziałam raz Ratliff'a jak czegoś tam szukał, a potem ten kosz się na niego przewrócił i...
- Dobra! Nie kończ. 
- Także wiesz. 
- Tak wiem wiem. Ale naprawdę nie masz się o co martwić. Zresztą tam będzie ich ciocia! 
- Serio?  Trzeba było tak od razu! To raz, raz! Pakuj się! Nie ma czasu! - spojrzałam na nią ze zdziwnieniem. Ale nie chciałam znowu zaczynać tematu, więc postanowiłam wrócić na górę i dokończyć pakowanie. 
___________________________________________________________________________
  Kilka godzin później znajdowaliśmy się w autobusie, który zawiózł nas pod sam dom ciotki. 
- Jesteśmy na miejscu dzieci! - oznajmiła Stormie 
- Mamo, nie jesteśmy już dziećmi. - oburzył się Riker
- Moimi dziećmi zawsze będziecie! Ale mam nadzieję, że po dwóch tygodniach nie będę musiała wysłuchiwać pretensji od ciotki. - spojrzała na Ross'a - Rozumiemy się? 
- Dlaczego akurat na mnie? - zdziwił się chłopak
- Już ty dobrze wiesz synu... A teraz zmykać mi stąd! udanej zabawy! Do zobaczenia za dwa tygodnie kochani! - pożegnaliśmy się i opuściliśmy autobus.

 Ciotka Lynch'ów - Catherine - mieszkała w małej wiosce, niedaleko miasta. Miała za to gospodarstwo, a ja jej dom wyglądał niczym willa w Hollywood!  Ale urządzona w stylu meksykańskim. Ciocia z pochodzenia jest amerykanką, ale w dzieciństwie mieszkała najpierw w Hiszpani a potem w Meksyku. Przywitała nas bardzo ciepło. Także od razu po kilku minutach wszyscy się zadomowili. 
___________________________________________________________________________
   Po kilku godzinach wszyscy opuściliśmy dom. Poszliśmy się rozejrzeć po okolicy. Nessę postanowiłam zostawić z ciocią, bo i tak by się zapewne nudziła z nami, nie chodzi o to, że nie chciało mi się jej niańczyć. Tak czy inaczej wróciłam do przyjaciół (a tak właściwie dobiegłam).
- Ej! Czekajcie! - krzyknęłam gdzieś w oddali. - Nie nadążam! 
- To się rusz! - odparł Rocky, a reszta od razu odwróciła się w moim kierunku. 
Po chwili dotarłam do nich, głośno dysząc. 
- Dłużej się nie dało? - zapytał Chris 
- Nie! - odpowiedziałam 
- Dobra już. - zaczął Riker - Skoro jesteśmy już wszyscy to mam pomysł. - wszyscy skierowali wzrok na chłopaka - A właściwie to nie mam. Tak tylko powiedziałem. Może ktoś inny ma? 
- Jesteś głupi. - dodał Rocky 
- Sam jesteś! Nie odzywaj się w ogóle! - krzyknął blondyn
- Nie prawda! 
- Ej ej ej! Spokój! - krzyknęła Rydel - Ja mam pomysł! Podzielmy się na grupy i chodźmy zwiedzić tę wieś. 
- Zwiedzić wieś? - zapytał Ross - A co tu można zwiedzać? 
- Jeju.. Cokolwiek! Nie marudź! - Delly wyciągnęła z kieszeni kilka kolorowych gumek do włosów. Były po dwie z każdego koloru.  - Okay. To tak. Musimy coś tu robić. Dzielimy się po dwie osoby. Zamykacie oczy i losujecie gumkę. 
- Jaka dziecinada.. - wymamrotał Ross 
- Zamknij się! I losuj! 
Chłopak postąpił według wskazań siostry. Pech chciał że wybrałam taką samą gumkę co Ross. Także podzieliliśmy się i rozdzieliliśmy. 

***

Szliśmy sobie we dwoje jak na razie w ciszy, po wzgórzu. W pewnym momencie chłopak zatrzymał się. 
- Czemu stanąłeś? - zapytałam
- Chyba co. - zaśmiał się 
- Yyy.. 
- No wiesz. 
- Głupek! Nic się nie zmieniłeś. 
Blondyn stanął na przeciwko mnie i spojrzał mi prosto w oczy. Wzięłam głęboki oddech. A on położył mi ręce w talii i zaczął się przybliżać. 
- Ło ło ło! Co ty robisz Ross? 
- Noo.. Scar! Nie chcę żeby tak było! 
- Ale jak?! Nie rozumiem cię! Od kilku dni zachowujesz się naprawdę dziwnie! 

Taka była prawda. Zachowywał się bardzo dziwnie. Raz miał dobry humor i potrafił siedzieć ze mną cały dzień i gadać o wszystkim, a niekiedy był aż nie do poznania! Totalna odmiana! 
- Zachowuję się tak, bo.. Bo cię kocham! Rozumiesz?! 

Zatkało mnie. On nic nie powiedział tylko podszedł do mnie na tyle ile blisko się dało i pocałował. 
- Ross.. Ja nie wiem co powiedzieć. 
- Może tak? 
- Ale 'tak' na co? 
- No że mnie też kochasz? 
- Ale ja nie wiem.. To znaczy.Ugh! Nienawidzę takich sytuacji! 
- Jak można nie wiedzieć takich rzeczy? W ogóle to my jesteśmy jeszcze razem? 
- Nie wiem Ross! Wiesz jak było! Mówiłam ci, że oboje musimy od tego wszystkiego ochłonąć. Nie chcę mieszać się w twoją karierę i różne inne rzeczy! Historia z Whitney trochę mnie nauczyła.. 
- Ale to nie była moja wina! 
- Wiem! - wzięłam głęboki oddech - Ale za dużo się wydarzyło. Zmieniłeś się. Po co mamy być razem skoro i tak nie masz dla mnie czasu? 
- To znajdę czas! Scar daj mi szansę! Proszę. 
- Możemy wrócić do tego za jakiś czas? 
- No dobra... To co teraz? 
- Zachowujmy się jak zwykle. To znaczy dogryzajmy sobie nawzajem i takie tam. Sam wiesz. Jesteśmy przecież sobą! 
- Masz rację! Pobawmy się w coś! 
- Ale w co dzieciaku? 
- Yymm.. Berek! - krzyknął i uciekł. 
- Dziecko. - uśmiechnęłam się i pobiegłam za nim. 

***
W tym samym czasie Rydel i Ratliff spacerowali wzdłuż rzeki. 
- Wiesz co Rydel? 
- Hm? 
- My rzadko rozmawiamy tak o różnych poważnych sprawach. Ale dlaczego? 
- Sama nie wiem. Ty jesteś wesoły i zabawny! Ciągle z Rocky'm z czegoś żartujecie, a macie po 20 lat. Dlatego czasem nie wiem czy mogę z tobą porozmawiać o takich sprawach czy nie. A czasem rozmowa z chłopakiem, yyy.. To znaczy z przyjacielem dobrze robi. Tak mi się przynajmniej wydaje. 
- Mi możesz mówić o wszystkim! Mogę być nawet jak Scarlett i pogadać o ciuchach i tej reszcie! - zaśmiał się, trzepocząc rzęsami. 
- Dobrze dobrze Ratliff! 
- A mogę najpierw ja o coś zapytać? 
- Pewnie! O co? 
- Bo mam pewien problem i nie wiem co mam zrobić... - Chłopak trochę się zaczerwienił
- Mów. - Odparła blondynka.
- Bo zakochałem się w pewnej dziewczynie i nie wiem jak ona zareaguje jak się o tym dowie i chciałem się spytać co mam zrobić w tej sprawie. Tak po prostu jej to powiedzieć? bo nie wiem czy ona coś czuje do mnie, ponieważ no nie widzę tego. 
- Ale ja nie wiem. Nie znam się na miłościach. I nie znam tej dziewczyny. Zrób jak uważasz. Przepraszam, trochę źle się czuję. Muszę iść. Cześć. - Szybkim krokiem udała się w stronę domu, zostawiając go samego. 
___________________________________________________________________________
 Po jakimś czasie wszyscy wrócili do domu. Zjedliśmy obiad zrobiony przez ciocię i znowu udaliśmy się w swoją stronę. Z racji, że byłam bardzo zmęczona i trochę bolała mnie głowa poszłam się położyć do mojego pokoju. Ułożyłam się wygodnie na łóżku, wzięłam książkę i zaczęłam czytać. Lecz nie mogłam się na niej skupić. Miałam totalny mętlik w głowie. Myślałam o tym co powiedział dzisiaj Ross. O tym wszystkim co się stało... Siedziałam teraz w czterech ścianach nie wiedząc już kompletnie nic. Wreszcie postanowiłam ruszyć się z miejsca i wyszłam z domu.
Robiło się już szaro. Jak na lato to było dosyć zimno, zaczął wiać wiatr, a z nieba spadały małe kropelki deszczu. - Super! - wymamrotałam tak do samej siebie. Nieważne. Szłam dalej. Wydawało mi się, że ktoś mnie śledzi. Przyspieszyłam. Było już dosyć ciemno, a nie miałam żadnej latarki. Moje serce zaczęło bić mocniej. 
- Scarlett! 
- Co?! - krzyknęłam do osoby, której nie widziałam, ani nie znałam. 
- To ja Ross. 
- Ugh! Co ty tu do cholery robisz?! 
- Wow! Jak miło. - zmarszczył brwi. - To ja się pytam co ty tu robisz, o takiej godzinie i sama? 
- Nie twoja sprawa! Mam mętlik w głowie! Chciałam być sama i tyle! To jakiś problem? 
- Jeju... Nie. Po prostu się martwię. 
- Przepraszam... Po prostu denerwuje mnie  to już! Nie jestem małym dzieckiem. 
  Usiadłam na drodze, schowałam głowę w rękach i rozpłakałam się. Chłopak natomiast stał kilka metrów dalej i nie wiedział co ma zrobić. 
Nagle zobaczyłam światło! I głośno krzyknęłam. 
___________________________________________________________________________
Kilka minut wcześniej. 
Allyson, Riker, Vanessa, Rocky i Ell siedzieli w salonie. 
- Gdzie jest Delly? - spytała Van 
- W pokoju. - Odparł Ratliff. - Chyba nie ma humoru. 
- Okay. A te dwa nasze nie kochające się gołąbki? 
- Nawet nie wiem wiesz. 
- Pewnie siedzą też na górze. - Wtrącił Riker.

  Nagle z góry szybko zbiegła Rydel. 
- Chodźcie! Musimy jak najszybciej iść na główną ulicę! - mówiła przez łzy
- Co się stało?! - zapytał Rocky
- Scarlett i Ross. 
Wszyscy szybko wybiegli z domu i pojechali na miejsce zdarzenia. 

***

Nie wiedziałam co się dzieje. Wszędzie były światło, a mnie strasznie bolała głowa. Usłyszałam tylko słowa lekarza, który zadawał mi mnóstwo pytań. Nie za dobrze wiedziałam co mówi. Chciałam odpowiedzieć, ale wtedy zobaczyłam jak na noszach do karetki wkładają Ross'a. Nie mogłam się opanować. Nie wiedziałam co się dzieje. Zakręciło mi się mocno w głowie i nastała ciemność. 
___________________________________________________________________________

Witajcie Robaczki! 
To tak wróciłam po taaaakim długim czasie! Nie będę nic już na ten temat mówić, bo jest mi tak głupio, że Was 'zlałam'. I teraz to sama nie wiem. Nie będę na pewno kończyć tego bloga. Będę się starała pisać często, ale mam bardzo mało czasu z racji, że zaczęła się szkoła, a ja jestem w liceum gdzie jest bardzo dużo nauki. 
Mam jednak choć ten ciutek nadziei, że ktoś jeszcze tu jest i czyta tego bloga. Zawiodłam Was i to bardzo. Wiem. Mimo to dziękuję, że nadal jesteście ze mną. Mam nadzieje, że rozdział się spodoba mimo, że nie jest to rewelacja. Postaram się napisać szybko, ponieważ następny rozdział jak sama nazwa wskazuje, będzie kontynuacją tego. 
Z mojej strony to tyle. Trzymajcie się! Dziękuję Wam i jeszcze raz przepraszam! Kocham Was Misiaki! :* 

~Olivia~

środa, 3 września 2014

WAŻNA NOTKA!

Witajcie Kochani! 

  To tak, zacznijmy od tego, że chciałam Was przeprosić za to iż dałam totalną plamę związaną z kolejnym rozdziałem. Dlatego iż pierwszy raz mi się zdarzyło, że nie dodawałam nic przez ponad dwa miesiące. 
Bardzo Wam dziękuję za te wspaniałe komentarze! Jak je czytałam to uśmiechałam się do ekranu! Tylko, że proszę Was po te komentarze za każdym razem, ponieważ stwierdzam, że bardzo one motywują i człowiek dzięki takim opiniom innych czuje się szczęśliwszy. Przynajmniej w moim przypadku. I to jest prawda. Ale oczekiwałam tego od Was, a sama nie wywiązałam się z tego co piszę pod każdym postem. 
Jest mi głupio i przepraszam, że tak długo nic nie dodaję. Myślałam, że w wakacje będę miała sporo czasu na pisanie. Ale niestety tak nie było. Czasu nie miałam w ogóle, a jak już chciałam coś napisać to albo coś się wydarzyło takiego, że nie mogłam lub brakowało tego co najważniejsze - weny. 
Ale rozdział jest już napisany do połowy, więc postaram się go może w weekend skończyć i dodać. Mam nadzieję, że nie macie mi tego za złe. 
Jeszcze raz Wam dziękuję za cudowne komentarze i to że nadal tu jesteście i czytacie tego bloga! <3

~Olivia~